Rekordowe jelenie
5 marca 2016
Rekordowe sarny
7 marca 2016

Rekordowe dziki

Dla wielu myśliwych rekordowy dzik jest obiektem wyjątkowego pożądania. Nieprzeciętna masa dzika nie gwarantuje jednak rekordowego oręża. Po najbardziej orężne dziki najlepiej wybierać się w południowo-wschodnie rejony Polski.

Przeglądając stare, archiwalne czasopisma łowieckie, często można natknąć się na relacje o strzeleniu olbrzymiego odyńca z medalowym orężem. Dzisiaj, choć o ogromnych dzikach usłyszeć można równie często, to jednak za wielkością tuszy nie podąża wielkość oręża. Niestety, duża ilość łatwo dostępnego pokarmu nie przekłada się na wielkość szabel i fajek. Gdy spojrzymy na czołowe miejsca listy rekordowych oręży, okaże się, że rekordowe szable pochodzą od dzików strzelanych na południowo-wschodnich rubieżach naszego kraju.


Rychcice – oręż wszech czasów

Oręż zdobyty w majątku Rychcice, należącym do hrabiego Juliusza Bielskiego, przez niemal 50 lat był rekordem świata. Zdetronizował go dopiero oręż zdobyty w 1986 roku w Bułgarii przez Teodora Zivkova. Dziś oręż z Rychcic zajmuje 4. miejsce wśród najlepszych trofeów Europy i pozostaje na pierwszym miejscu w polskim katalogu trofeów. Historia jego zdobycia, podobnie jak wielu innych wysokomedalowych trofeów zdobytych w Polsce, owiana jest wieloma tajemnicami.

Z opowiadań wiemy, że dzik pojawił się w majątku hr. Bielskiego podczas huczki 1928 roku. To właśnie wtedy jeden z gajowych zameldował leśniczemu Adamowi Kozłowskiemu o tropach olbrzymiego dzika. Po dokładnym otropieniu miejsca zalegania dzika przez leśniczego i gajowych jeszcze tego samego dnia zorganizowano polowanie. W łowach uczestniczył zarządca majątku, syn właściciela, Adam Bielski. Młody zarządca stanął na tropach wejściowych, a leśniczy wraz z gajowym zamykali miot. Po puszczeniu psów, te natychmiast zgłosiły dziki, które ruszyły w kierunku młodego Bielskiego. Po zakończeniu pędzenia okazało się, że Adam Bielski strzelił dwa wyrośnięte przelatki, które w żaden sposób nie przypominały ogromnego odyńca. Młody myśliwy nie wytrzymał napięcia i kiedy wyskoczyła na niego wataha, strzelił dwie pierwsze sztuki, które pokazały się na linii. Dopiero po chwili, gdy echo wystrzałów przebrzmiało już w lesie i kiedy łowca był pewien, że nic w miocie już nie ma, na linię wyszedł odyniec nazwany przez tamtejszych gajowych „Grubym”.

Poszukiwania „Grubego” trwały przeszło dwa lata. Sam hr. Juliusz Bielski zasadzał się na odyńca kilkakrotnie, lecz zawsze bez skutku. Zdawało się, że dzik był sprytniejszy od myśliwych. Nadeszła zima 1930 roku, odyniec jako swój matecznik obrał las, w którym rosły dęby dające dzikom ogrom pożywienia. Po dokładnym otropieniu i zameldowaniu hr. Bielskiemu o sukcesie tropień, na 17–19 grudnia zaplanowano trzydniowe polowanie. Dzik został otropiony w małym maliniaku porośniętym gdzieniegdzie młodymi świerkami. Na linii stanął między innymi Juliusz Bielski, a na flance Adam Bielski. Strzelać wolno było tylko do „Grubego”. Gdy tylko ruszyła naganka, z malinnika wypadła wataha dzików, która przedefilowała przez linię strzelców, lecz ci zgodnie z umową powstrzymali się od strzałów. Dopiero w połowie miotu naganiacze zgłosili tropy odyńca i podnieśli wrzawę, niestety na linii nie padł ani jeden strzał. Po miocie okazało się, że „Gruby” przedefilował wzdłuż myśliwych, ale bliskość naganiaczy nie pozwoliła na bezpieczny strzał.

Wreszcie nastała wiosna 1931 roku. Myśliwi dalej próbowali dostać odyńca. Wybudowano nawet kilka ambon i wykonano poletko obsiane kukurydzą, ale i te zabiegi nie przyniosły żadnego skutku. Dzik nie chciał na nich żerować mimo łatwego dostępu do pokarmu.

Latem 1931 roku do kancelarii leśniczego Adama Kozłowskiego zapukał jeden z gospodarzy z małej wioski położonej niedaleko Bukowca. Leśniczy zapytał, co go sprowadza, a ten odrzekł, że „Grubego to już nikt z was nie strzeli”, bo dziś rano został znaleziony w chłopskich lasach, przestrzelony od grzbietu karabinową kulą. Leśniczego interesowało tylko jedno, gdzie jest głowa z orężem, za które jest wstanie sporo zapłacić. Gospodarz nie wiedział, gdzie jest oręż, ale zobowiązał się dowiedzieć i dostarczyć trofeum. Tego samego dnia wieczorem do kancelarii Adama Kozłowskiego dostarczono oręż, lecz niestety jedna z szabel była w pięciu kawałkach. Leśniczy od razu zabrał oręż do majątku i pokazał go Adamowi Bielskiemu, ten bez większego namysłu zadzwonił do swego ojca, który już następnego dnia przyjechał do Rychcic, by obejrzeć i odkupić trofeum, które później zostało posklejane na srebro przez jednego z lwowskich złotników.

Leśniczego nurtowała cały czas sprawa zastrzelenia dzika i nie dawał wiary, że zrobił to jakiś przygodny kłusownik. Sprawa wyjaśniła się dopiero tuż przed wojną, kiedy to w pierwszych dniach września Adam Kozłowski zebrał całą służbę leśną, aby po raz ostatni porozmawiać z nimi w wolnej Polsce. Dziwnym trafem bieg rozmowy stoczył się na opowieści o „Grubym”. Leśniczy zapytał gajowych, czy kiedykolwiek dowie się prawdy, kto i w jaki sposób strzelił wymarzonego odyńca.

Wtedy jeden z gajowych nazwiskiem Bułaciuk wstał i opowiedział całą historię pozyskania ogromnego dzika. Zasadzał się on na niego wiele razy, ale zawsze coś nie pasowało – a to dzik dostał wiatru, a to źle stał. Bułaciuk postanowił nawet kupić sztucer, gdyż bał się, że breneką nie uśmierci zwierza od razu. W tym celu kupił we Lwowie stary łamany sztucer o potężnym kalibrze i siedem kul. Kilka dni po tym zasiadł na jednym z dębów niedaleko ziemniaków, na które wychodził „Gruby”. Około północy pojawił się dzik, gajowy strzelił, ale dzik nie padł, tylko błyskawicznie uciekł z pola. Bałaciuk długo słuchał odgłosu ucieczki odyńca, co upewniło go, że dzik został chybiony. O celnym strzale dowiedział się na drugi dzień, kiedy oręż już był u leśniczego. Na odchodne gajowy powiedział do leśniczego: „Pan ma wspomnienia, ja łuskę z naboju, od którego padł największy dzik na świecie, a Bielski jego oręż. On ma najwięcej, a najmniej mu się należy…”.

Niestety po orężu z Rychcic pozostały tylko lepsze i gorsze kopie. Oryginał przepadł podczas wojny razem z najcenniejszymi trofeami Juliusza Bielskiego, który dla ich bezpieczeństwa zdecydował się przewieźć je do swojego warszawskiego mieszkania. Spłonęły podczas powstania warszawskiego.


Kolohóry – zaginiony oręż
Niestety nie zachowała się historia zdobycia tego imponującego trofeum przez Zygmunta Wałukiewicza w 1924 roku, a sam oręż zaginął podczas ostatniej wojny. Wiemy, że trofeum zostało zaprezentowane na międzynarodowej wystawie trofeów łowieckich w Berlinie w 1937 roku, gdzie po dokładnej wycenie uzyskało 142,2 pkt CIC, co uplasowało je na drugim miejscu na świecie, zaraz za orężem z Rychcic. Dziś nadal zajmuje 19. miejsce wśród najlepszych trofeów Europy.


Łuków – mikołajkowy prezent

Trzeci z listy najlepszych dzików Polski został strzelony na polowaniu zbiorowym, które odbyło się 5 grudnia 1980 roku w lasach Leśnictwa Korwin, należącego do Nadleśnictwa Łuków. W tamtych czasach dzików nie było zbyt dużo, a strzelenie jakiegokolwiek dzika było nie lada wydarzeniem w większości kół łowieckich. Tego pamiętnego dnia szczęście uśmiechnęło się do młodego leśniczego i myśliwego z niewielkim stażem.

W ostatnim pędzeniu psy zgłosiły liczną watahę, która wypierana przez naganiaczy i zajadle oszczekiwana przez psy popędziła w kierunku linii myśliwych. Stojący na flance leśnik, kątem oka dostrzegł dużego dzika uchodzącego bokiem miotu. Trafiony zwierz przeszedł po strzale jeszcze sto metrów i atakowany przez psy został dostrzelony przez Andrzeja Deckę. W ten sposób młody myśliwy został królem polowania, a oręż dzika o masie 123 kg został wyceniony przez międzynarodową komisję w 1981 roku na wystawie w Płowdiw na 142 punkty CIC, co plasuje go na trzecim miejscu w Polsce i na 20. miejscu w Europie.


Hołubla – podarowane trofeum

W czasie rykowiska 1967 roku Władysław Skoczylas został zaproszony przez ówczesnego nadleśniczego Nadleśnictwa Hołubla na polowanie na byki. Myśliwi zasiedli nad jednym z pól buraków uroczyska „Duma” niedaleko wsi Korytniki nad Sanem, na którym od kilku dni obserwowano kilka potężnych byków. W trakcie obserwacji na niedalekiej łące łowcy zauważyli buchtującego dzika. Chociaż na polu przed amboną ryczało kilka byków, nadleśniczy pozwolił swemu przyjacielowi strzelić do dzika, nie zdając sobie sprawy z wielkości trofeum. Władysław Skoczylas dość długo przymierzał się do strzału, czekając na odpowiednie ustawienie odyńca oraz opanowanie wielkich emocji. Po strzale, gdy obaj przyjaciele podeszli do upolowanego zwierza, okazało się, że na łące leży prawdziwy gigant z wielkim orężem. Odyniec o masie niemal 250 kg został strzelony kulą 9 mm z odległości ponad 180 kroków. Oręż tego potężnego zwierzęcia został wyceniony w 1971 roku podczas międzynarodowej wystawy trofeów łowieckich w Budapeszcie na 140,85 pkt CIC i otrzymał Grand Prix wystawy. Obecnie zajmuje 4. miejsce w Polsce i 26. w Europie.


Brzegi Dolne – dzik spod pachy

Po małym rekonesansie w obwodzie w okolicy Brzegów Dolnych w Bieszczadach w czerwcu 1963 roku Ryszard Buziewicz stwierdził, że na jednym z kartoflisk znać tropy dużego dzika. Czterokrotne wyjście na łowy i próba zasiadki nie przyniosły żadnego efektu – dzik gdzieś zniknął. Niestety obowiązki służbowe oraz pilny wyjazd na konferencję nie pozwalały na dłuższe pozostanie w łowisku. Ostatniego dnia czterodniowego polowania Ryszard Buziewicz zrezygnował z kolejnych wyjść w łowisko, ale ostatecznie dał się namówić koledze na jeszcze jedno wspólne wyjście.

Blisko północy w oddali kilkakrotnie zaszczekał kozioł. Dla doświadczonego łowcy był to znak, że coś lub ktoś zbliża się do ziemniaków. Po upływie kilku minut na polu ziemniaków pojawił się siwy łeb odyńca. Myśliwy złapał go w lunetę, ale zwierzę, jakby przeczuwając, że coś mu grozi, szybko zninknęło z otwartej przestrzeni. Po chwili okazało się, że dzik zmierza miedzą wprost na myśliwego, który niewiele myśląc, powoli ściągnął koc, chwytając lewą ręką lufę sztucera, wsunął kolbę pod pachę i w takiej pozycji czekał na odyńca. Kiedy dzik zatrzymał się pół metra od myśliwego, padł strzał.
Oręż dzika, którego tusza po wypatroszeniu ważyła 218 kg, wyceniony został na 140,60 pkt CIC i zajmuje dziś 5. miejsce w polskim katalogu trofeów łowieckich oraz 27. w Europie.


Międzyrzec – świąteczny prezent

Odyniec znany był wielu łowcom. Buszował po kilku rewirach lubelskich nadleśnictw Międzyrzec Podlaski, Radzyń i Biała Podlaska, ale dzięki swej przebiegłości unikał myśliwych i ich strzałów. W jasne księżycowe noce nigdy nie trzymał się lasu, tylko z dala od ambon i zwyżek przemierzał otwarte pola. Niejednokrotnie zdarzało mu się żerować zaraz przy chłopskich zagrodach. Potrafił też nocować w pozostawionych przez rolników na polach pryzmach gnoju. Nie bał się ani myśliwych, ani psów, ani rolników, którym wyrządzał w uprawach dość pokaźne szkody. Nie korzystał z nęcisk ani poletek, wielkim łukiem omijał pasy zaporowe z kukurydzą. Mówiono, że gra wszystkim na nosie.

Wielokrotnie spotykał go również Jerzy Golbiak. Jednego razu udał się za tropem dzika, który wychodził z leśnego kompleksu i prowadził w pola do oddalonej od wsi o około 500 metrów wielkiej pryzmy obornika, ale na swoje nieszczęście myśliwy zostawił broń w samochodzie. Po przejściu 50 metrów za sterty obornika wychyliło się wielkie cielsko odyńca… Do kolejnego spotkania doszło na polowaniu zbiorowym, ale i tym razem odyniec miał wielkie szczęście, bo myśliwy nie zdążył jeszcze załadować dubeltówki. Podczas trzeciego spotkania skierowane do dzika kule zatrzymały grube pnie drzew. Dzik wychodził cało z każdego spotkania.

Wreszcie nastał drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Podczas objazdu łowiska Jerzy Golbiak skręcił w jeden z bocznych duktów. Zaspy i świeży śnieg utrudniały jazdę, z trudem dotarł więc do śródleśnego poletka, na którym przez cały rok sypał kukurydzę. Po drodze zauważył ciepły trop wielkiego dzika, który najprawdopodobniej okrążał nęcisko i sprawdzał, czy nie czyha tam na niego jakaś zasadzka. Myśliwy dostrzegł zwierza na skraju nęciska – tym razem kula .300 Winchester Magnum dosięgła celu. Oręż tego wspaniałego odyńca o masie 147 kg został wyceniony przez międzynarodową komisję na wystawie w Poznaniu w 2003 roku na 140,05 pkt CIC, co uplasowało go na 7. miejscu w kraju.


Dębica – dzik widmo

Większość opisanych dzików miała swoją historię. W niektórych kołach opowiadano o nich legendy, nadawano imiona i na wszelki sposób próbowano przechytrzyć, ale bywały też takie odyńce, o których nikt nigdy nie słyszał, a strzelenie ich było czystym fartem. Właśnie taka sytuacja miała miejsce 21 listopada 1976 roku, podczas polowania na grubego zwierza w Kole Łowieckim „Odyniec” z Dębicy.

Z relacji uzyskanych od szczęśliwego łowcy Stanisława Tomasiewicza dowiedzieliśmy się, że w jednym z miotów na zboczu stoku, który był właśnie pędzony, myśliwemu wyszedł duży dzik, który najprawdopodobniej przywędrował za jedną z huczkowych watah odbywających swe gody w obwodach koła. Mimo wielkiego zaskoczenia ze spotkania z tak dużym dzikiem myśliwy zdołał oddać dwa – jak się później okazało – celne strzały z dubeltówki. Po skończonym miocie strzelec wraz z innym myśliwym ruszyli za dzikiem, który został odnaleziony przez psy po przejściu około kilometra. Z ustaleń wynikło, że pierwsza breneka trafiła dzika na miękkie, a druga przeszła przez obie łopatki i utkwiła pod skórą, nie dając w ten sposób kropli farby.

Oręż dzika został oceniony na wystawie w Czeskich Budziejowicach na 140 pkt CIC i zajmuje obecnie 8. miejsce w Polsce i 30. w Europie. Do ciekawostek związanych z tym trofeum należy zaliczyć fakt próby odkupienia oręża przez jednego z gości zwiedzających wystawę trofeów łowieckich „Łowiectwo – Natura – Cywilizacja” zorganizowaną w Krakowie w 1993 roku. Stanisław Tomasiewicz, mimo oferowanej przez zainteresowanego na owe czasy dość pokaźnej kwoty, nie sprzedał trofeum i cieszy się nim do dzisiaj.