Rekordowe dziki
6 marca 2016
Thomas Lennet – III.2016
29 kwietnia 2016

Rekordowe sarny

Rogacz strzelony w 1896 roku w Nienadowej został uhonorowany tytułem: rekord wszech czasów. Przez trzydzieści lat był rekordem świata, a ponad siedemdziesiąt lat rekordem Polski. A jest to jedynie wierzchołek niezwykłego potencjału polskich łowisk.


Rekord wszech czasów

Polska przez wiele lat posiadała jedne z najlepszych sarnich łowisk w Europie. To właśnie w naszym kraju strzelony został w 1896 roku w Nienadowej rekord wszech czasów. Parostki te przez 30 lat były najlepszym sarnim trofeum w światowych rankingach. Rogacz z Nienadowej został strzelony najprawdopodobniej przez jednego z kucharzy lub leśniczego hrabiego Stanisława Mycielskiego w jego włościach niedaleko Przemyśla.

Trofeum to tylko przypadkiem ujrzało światło dzienne i było prezentowane na wielu wystawach w kraju i za granicą, wywołując podziw i zachwyt wielu najwytrawniejszych znawców. Wycenione w 1937 roku w Berlinie na 196 punktów CIC trofeum, odkupione staraniem Polskiego Związku Łowieckiego, znajduje się obecnie w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w warszawskich Łazienkach Królewskich, gdzie zajmuje zaszczytne miejsce wśród wielu innych medalowych rogaczy.


Nowy rekord z Krzystkowic

Przez ponad siedemdziesiąt lat, do roku 1967, parostki z Nienadowej były rekordem świata, co jest przypadkiem bez precedensu w światowej trofeistyce łowieckiej. Jeszcze dłużej, do roku 1982, pozostawały rekordem Polski. Swą niekwestionowaną pierwszą pozycję utraciły dopiero w 1982 roku, kiedy to francuski myśliwy Bernard Derex w obwodzie wyłączonym lasów państwowych w Krzystkowicach strzelił jeszcze mocniejszego kozła.

Podprowadzającym pod, jak się później okazało, nowy rekord kraju był wieloletni gajowy do spraw łowieckich Józef Kuczak, który znał tego rogacza i obserwował go już od kilku sezonów. Kozioł wychodził na żer regularnie jak w zegarku, ale – jak to czasem bywa – w dniu, gdy przyjeżdżali zagraniczni myśliwi, kozioł nagle znikał. Nikt nie wiedział dlaczego. Zagadką pozostawał również cel migracji kapitalnego rogacza. Dopiero ostatniego dnia maja, po wielu bezowocnych wyjściach, wieczorem, na ścianie pobliskiego lasu francuski myśliwy bez większego zastanowienia oddał celny strzał, jak się później okazało, ustanawiając nowy rekord Polski.

Był to duży jak na te tereny, stary, ponad 10-letni rogacz. Największym zaskoczeniem dla myśliwych była jednak masa poroża – ponad 900 gramów! Nic nie było jeszcze przesądzone. Wiadomo, że na wycenę trzeba czekać przynajmniej trzy miesiące, a w warunkach „pokojowych” trofeum znacznie traci na wadze. Na moment ostatecznej wyceny czekano z wielkim napięciem. Międzynarodowa komisja wyceny trofeów przyznała parostkom 201,47 pkt CIC! Nowy rekord Polski został odnotowany w annałach Polskiego Związku Łowieckiego. Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami, rekordowych trofeów nie można było wywozić za granicę, więc jego zdobywca musiał się zadowolić gipsowym odlewem. Obecnie ten historyczny już rekord można obejrzeć w muzeum przyrodniczo-leśnym w Gołuchowie.


Pińczów podbija stawkę

Bernard Derex przez następne 20 lat zajmował pierwsze miejsce w katalogu polskich trofeów łowieckich. Dopiero w 2002 roku młody myśliwy Łukasz Stęplewski, goszcząc na polowaniu w pińczowskim łowisku Koła Łowieckiego „Gawron” z Pińczowa Józefa Machnickiego, strzelił jeszcze mocniejszego rogacza. Młody, bo zaledwie czteroletni rogacz, został strzelony wieczorem ostatniego dnia sezonu. Po wypatroszeniu ważył 21 kilogramów, a jego parostki podczas późniejszej wyceny medalowej osiągnęły wagę brutto aż 831 gramów. Zsumowane pomiary objętości, długości tyk, rozłogi oraz punkty za piękno dały liczbę 202,22 pkt CIC. Pojawił się nowy rekord Polski.

W łowiskach, gdzie poluje kolega Machnicki, niemal każdego roku strzelane są mocne rogacze, których parostki niejednokrotnie przekraczają masę 400 gramów. Nowy rekord był jednak wyjątkowy – nikt go wcześniej nie widział i nikt o nim nie słyszał. Trudno powiedzieć, jaki potencjał zaklęty był w genach kozła. Być może, gdyby dane mu było osiągnąć wiek łowny, jego parostki okazałyby się jeszcze mocniejsze, być może stałyby się rekordem świata, choć przecież równie możliwe, że nikt by o nim nie usłyszał.


Radzyń na pierwszym

Rekord z Pińczowa miał krótki żywot, bo już rok później, na Lubelszczyźnie, a dokładnie w okolicach Radzynia Podlaskiego, w obwodzie Koła Łowieckiego „Jeleń” z Parczewa niemiecki myśliwy Johen Sudbrack ustanowił kolejny rekord. Podczas porannego podchodu 16 maja 2003 roku strzelił kozła, którego parostki zaraz po spreparowaniu ważyły 861 gramów. Przy 28 centymetrach długości tyk było jasne, że parostki zostaną uznane za rekord kraju. Przypuszczenia potwierdziły się po trzech miesiącach, kiedy to stosowna komisja wyceniła trofeum na 224,68 pkt CIC!

W łowiskach Koła Łowieckiego „Jeleń” mocnych rogaczy nie brakuje. Prawie każdego sezonu strzelane są kozły, których trofea plasują się w strefie medalowej. W ostatnich dwóch latach strzelono rogacze, które formą poroża przypominają rekord z 2003 roku i najprawdopodobniej pochodzą z tej samej puli genowej. W ubiegłym sezonie łowieckim jeden z myśliwych dostrzelił rannego rogacza, którego parostki osiągnęły masę 700 gramów, podczas gdy wiek oszacowano na 3–4 lata.

W obwodach, na których gospodaruje koło, panują bardzo specyficzne warunki glebowe i przyrodnicze. Występuje tam duża liczba źródeł, dzikich łąk oraz upraw rolnych bogatych w substancje odżywcze. Na bardzo urodzajnych glebach uprawia się kukurydzę, buraki oraz pszenicę. Nie bez wpływu jest skład mineralny ziemi z dużą ilością wapnia i fosforu, czyli podstawowych pierwiastków odpowiedzialnych za rozwój poroża.

Gospodarze łowiska dbają o populację saren, wykładając co roku kilkadziesiąt ton karmy oraz wiele kilogramów soli, co w znacznym stopniu poprawia kondycję zwierzyny, o czym może świadczyć fakt, że średnia masa strzelanych tu saren wynosi po wypatroszeniu około 23–25 kilogramów. Tylko pozazdrościć.


Lubelski wicerekord

Kilkanaście dni po rogaczu z Radzynia Podlaskiego, kilkadziesiąt kilometrów dalej, w jednym z puławskich obwodów Koła Łowieckiego nr 77 „Cyranka”, strzelony został bardzo mocny rogacz o nieprzeciętnej grubości parostkach. Szczęśliwym zdobywcą trofeum okazał się zmarły tragicznie Dariusz Dziuba, który przez wiele lat podróżował po całym świecie w poszukiwaniu mocnych, medalowych trofeów. Na swym koncie miał wiele ciekawych trofeów, ale nigdy nie udało mu się strzelić tak mocnego rogacza, choć polował w różnych łowiskach. Szczęście uśmiechnęło się do niego dopiero 31 maja 2003 roku, kiedy to w swoim macierzystym kole łowieckim upolował rogacza wycenionego na 211,08 pkt CIC. Był to wicerekord kraju.

Po Lubelszczyźnie krąży wiele plotek: a to, że rogacz nie był przez niego strzelony, lecz odkupiony od kłusownika; a to, że został po prostu znaleziony. Powodem tych plotek jest niekompletna czaszka i uszkodzona żuchwa. Jak było naprawdę, nigdy się nie dowiemy. Z powodu tragicznej śmierci Dariusza Dziuby oraz ogłoszonej upadłości jego firmy wszystkie trofea, w tym również rekordowe parostki, przejął syndyk z zamiarem ich sprzedaży. Zarząd Okręgowy PZŁ w Lublinie zwrócił się ostatnio z propozycją odkupienia tych jedynych w swoim rodzaju parostków, lecz syndyk odmówił, stwierdzając, że może je sprzedać jedynie w komplecie z pozostałymi trofeami. Niestety, na taki wydatek ZO PZŁ w Lublinie zwyczajnie nie stać, tym bardziej że część trofeów łowieckich Dariusza Dziuby pochodzi z zagranicy i objęta jest ochroną międzynarodowej konwencji CITES.


Trzeba umieć zaczekać

Wśród historii najlepszych polskich rogaczy wymienionych w katalogu trofeów łowieckich nie sposób pominąć okoliczności strzelenia imponującego kozła w Nadleśnictwie Taczanów. Tę krótką historię można podawać za wzór wszystkim słuchaczom kursów selekcjonerskich. Jej bohaterem jest Tadeusz Galewski.

Ten wytrawny myśliwy pewnego wiosennego popołudnia wypatrzył imponującego rogacza na terenie Koła Łowieckiego „Hubertus” z Pleszewa. Widząc, że kozioł jest jeszcze zbyt młody, odpuścił go sobie, poprzestając na obserwacji. Spotykał go regularnie w następnych sezonach… i czekał… Po trzech latach obserwacji, gdy rogacz osiągnął właściwy wiek i nałożył kolejne imponujące parostki, łowca zdecydował się na odstrzał. 14 czerwca 1992 roku, podczas wieczornej zasiadki, strzelił siedmioletniego kozła, którego parostki, zaraz po spreparowaniu na mokro, ważyły równe 1000 gramów! Niestety, na międzynarodową wycenę musiały czekać aż dwa lata. W znacznym stopniu przyczyniło się to do ich wyschnięcia i utraty wagi, a co za tym idzie, także niższej wyceny – rogacz otrzymał 198,17 pkt CIC.

Ale nie o kilka punktów w tę czy w tamtą stronę tu chodzi! Chodzi o klasę łowiecką zdobywcy! Opisane zdarzenie dobrze świadczy nie tylko o taczanowskich łowiskach, które obfitują w dorodne rogacze, ale przede wszystkim o klasie tamtejszych myśliwych, z których żaden nie połasił się na przedwczesny strzał do imponującego kozła. Jak powiadają Francuzi: Chapeau bas!

źródło: Łowiec Polski 5/2014